Doina z „Pikniku pod wiszącą skałą”


Jeden z najbardziej osobliwych filmów jakie widziałem, zakazany owoc, którego boję się spróbować, ale jednocześnie pragnę – “Piknik pod wiszącą skałą” Petera Weira. Ścieżkę dźwiękową stanowi m.in. ten enigmatyczny utwór.

Fabuła dzieła opiera się na zaginięciu trzech uczennic prywatnej szkoły Appleyard – sytuacja ma miejsce pod tytułową wiszącą skałą. Niewyjaśnione zniknięcie, impresjonistyczne kadry, dzika i przez lata nieznana dla ludzkości Australia kreują niesamowitą aurę tajemniczości. 

Środkiem podkreślającym oniryczność, rozdarcie między snem, a jawą jest też muzyka. Jednym z utworów akompaniujących jest: ‘Doina Sus Pe Culmea Dealului’ Gheorghe’a Zamfira. Tytuł w wolnym tłumaczeniu znaczy: „Doina (rumuńska smutna pieśń ludowa) w drodze na szczyt wzgórza”. Opiera się na urwanych, hipnotyzujących dźwiękach fletni Pana. Instrument swoją nazwę bierze z mitologii greckiej, według której, na fletni grywał bożek Pan – opiekun lasów i pól. Pierwotnie był wykonywany z łodyg trzciny, aktualnie do produkcji wykorzystuje się różnego rodzaju drewna. Melodia grana na fletni budzi skojarzenia z dźwiękami natury (sam instrument przecież pochodzi z natury), wprowadza w stan opanowania, ale jednocześnie niesie ze sobą jakąś „tajemnicę”. 

kadr z filmu

Tło dla głównej linii melodycznej stanowi muzyka organowa. Organy kojarzą się przede wszystkim ze świątynią, ale też religijnością, czyli jakimiś zasadami. Utwór może więc być zarówno synergią natury (fletnia) i sfery sacrum (organy), jak i podkreślać rozdarcie między naturą, a uporządkowanym światem Appleyard. 

To bardzo nietypowe połączenie dźwięków, we mnie osobiście, wzbudza trudne do wytłumaczenia zaniepokojenie, a nawet strach. Przywodzi też na myśl późniejszy soundtrack Preisnera do Dekalogu, w którym to flet kreował bardzo ciekawy klimat.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *