Jazz awangardowy w Funny Games

„Powinno się używać muzyki [w filmie] tylko w wypadku, gdy wiesz w jakim celu jej używasz.” powiedział kiedyś Michael Haneke. Funny Games jest świetnym przykładem konsekwencji autora. Poprzez minimalizm w tym aspekcie nie tylko podkreśla rangę pojawienia się poszczególnych utworów, ale zwraca uwagę, że pełnią istotną rolę w filmie, w historii. 

W pierwszej scenie filmu „Funny Games” Haneke zapowiada wydarzenia, które równie niespodziewanie co utwór Johna Zorna uderzą w nas później.

Anna i Georg (jak w prawie wszystkich filmach Hanekego, główne postaci noszą te imiona) są melomanami, znają na wyrywki dzieła muzyki klasycznej. Wyższa klasa średnia z synem i pieskiem. Są w drodze do domku letniskowego. Za oknem sielankowe krajobrazy. W samochodzie urządzają sobie zagadki muzyczne (trudniejsze niż by się mogło wydawać, małżonkowie sprawdzają wiedzę na temat nazwy utworu jak i konkretnego artysty wykonującego dzieło kompozytora) . Ironicznie zagadki mogą się odnosić również do tytułu filmu. Sprawiają wrażenie zamożnej rodziny, opierającej swoje spokojne życie na konsumpcjonizmie. Potrzebują tylko chwili wytchnienia od miastowego zgiełku.   

Sposób kadrowania może przywoływać skojarzenia ze sceną otwierającą wyłamujący się ze schematów klasycznego horroru obraz Kubricka „Lśnienie”. 

Słyszymy arię z opery „Atlanta” Haendla oraz arię z „Rycerskości wieśniacza” Mascaginiego. „Atlanta” należy do epoki baroku, z kolei dzieło Mascaginiego uważane jest za pierwszą klasyczną operę werystyczną. Weryzm objawia się tu przez naturalizm, wierne odtwarzanie rzeczywistości. Naturalizm jest również istotny w “Funny games”.

Muzyka operowa stanowi estetyczny komentarz do kadru i uspokaja nas. Robi to w bardziej wyrafinowany sposób, ponieważ jest to jednak sztuka wysoka. Opera wzbudza też skojarzenie z budynkiem, do którego możemy się udać, usiąść na wygodnym fotelu i rozkoszować się muzyką. Wywodząca się z renesansowych maskarad karnawałowych forma sztuki wiąże się też z bogactwem, wysokim wykształceniem, co charakteryzuje nam postaci. Gdy bohaterowie słuchają kompozycji i jednocześnie są w drodze do domku w górach, czują się bezpiecznie, jak w operze. Nic im nie zagraża. Życie jest piękne.

kadr z filmu

Nagle ktoś paraliżuje nas głośnym, agresywnym heavy metalem.Czyżby?

Ciekawe jest to, że Hanekemu, owszem chodziło o wywołanie w nas nagłych, niespodziewanych emocji, ale reżyser filmu wypowiada się na temat utworu Johna Zorna w następujący sposób:

 „To nie jest heavy metal. John Zorn nie tworzy heavy metalu. Tak jak film jest parodią klasycznego thrillera, muzyka Johna Zorna jest parodią klasycznego heavy metalu.”

John Zorn jest saksofonistą jazzowym, a gatunek utworu można by określić jako jazz awangardowy, czy jazzcore. W pierwszej scenie funkcjonuje jako symbol zła, nadchodzącej tragedii, przemocy, z którą spotka się rodzina.

kadr z filmu

Warto też zwrócić uwagę na dwie rzeczy:

  1. Tak jak operowe arie są muzyką diegetyczną, słyszymy je zarówno my jak i bohaterowie, to gwałtowne “Bonehead” już nie należy do diegezy.
  2. Silny kontrast pomiędzy obrazem , a muzyką pseudo-heavy metalową. Małżeństwo z uśmiechem na twarzy spogląda na siebie. Szczęśliwie i spokojnie zmierzają do celu.

Haneke w niesamowity sposób streszcza nam właściwie cały film w początkowej scenie. I równie silnie możemy poczuć atmosferę, która będzie nam poźniej towarzyszyć.

A to wszystko w pierwszych trzech minutach obrazu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *