True detective

Pierwszy sezon serialu wychwalano za scenariusz, aktorstwo czy zdjęcia. Twórcom udało się wykreować dzieło nietypowe, ciekawie połączyli konwencję dramatu psychologicznego z kryminałem. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na czołówkę wprowadzającą w tę złożony, okrutny świat i towarzyszącą temu muzykę.

Intro opiera się w głównej mierze na podwójnej ekspozycji, co oddaje ducha serialu, jego tajemnicę i złożoność fabularną (dwie linie czasowe). Ożywione fotografie ukazane są w zwolnionym tempie. Wytwarza to specyficzny surrealistyczny i senny klimat. W ludzkich obramowaniach (często głównych bohaterów) możemy dostrzec miejsce akcji – przemysłową, zanieczyszczoną Luizjanę, co koresponduje ze stanem psychicznym postaci. Na początku obserwujemy jasne, wyciszone fotografie na białym tle, które stopniowo przechodzą w coraz mroczniejsze zdjęcia, aż tło zmienia kolor na czarny. 

Wybór utworu „Far from any road” zespołu The Handsome Family jako tło muzyczne jest niezwykle trafny. W tej błogiej, sielskiej muzyce country można usłyszeć mrok, który stopniowo ujawnia się w kolejnych odcinkach. Pesymistyczny tekst utworu znajduje odzwierciedlenie w czołówce i całości serialu. Muzycy skupiają się na jednym z najstarszych żywych organizmów na Ziemi, kreozycie na pustyni Mojave (ok. 11,7 tys. lat). Fascynująca i piękna dla wielu roślina, zadaniem muzyków, potrafi doprowadzić do szaleństwa, a nawet zranić.

„Gdy dotknąłem jej skóry
Moje palce spłynęły krwią”

Wniosek jest prosty, każda obsesja niesie ze sobą negatywne skutki. Można to odnieść do „True Detective”, w którym osobiste pobudki doprowadzają detektywa na skraj wytrzymałości. 

W końcowej zwrotce usłyszeć możemy słowa „Wzrastaj ze mną w wieczności, pośród cichego piachu”. Następuje synteza indywidualności z przestrzenią, w której funkcjonuje. To właśnie pozwoliła ukazać podwójna ekspozycja, która kładzie nacisk na silny związek bohaterów z miejscem, w którym żyją

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *